Księga gości

 

Drodzy goście! Oddaję w Wasze ręce miejsce gdzie możecie pozostawić swoją ocenę dotyczącą twórczości i działalności artysty. Proszę także o komentarze dotyczące samej witryny.

Wpisy są moderowane, co oznacza, że ukazują się na tej stronie dopiero po weryfikacji.
Aby dodać wpis należy wypełnić poniższy formualarz.


Jacek Madczak - 2014-09-09

Wpisuje się jako były absolwent Studium Nauczycielskiego w Legnicy w latach 1965 -1967 na kierunku ZPT z wychowaniem plastycznym. Z Prof. B Chyłą spotkałem się dwukrotnie. Pierwszy raz w Liceum Pedagogicznym w Legnicy (jako uczeń) i na SN. Po ukończeniu studium nie miałem już okazji widzieć się z Profesorem. To On nakłonił mnie do podjęcia nauki ns SN o kierunku związanym z plastyką. Do dziś pozostał w mojej pamięci jako wspaniały nauczyciel. Potrafił wzbudzić we mnie zainteresowanie malarstwem i pomimo, że nie jestem profesjonalnym artystą to już podczas pracy zawodowej w szkolnictwie zacząłem amatorsko malować i uprawiam to do chwili obecnej.

Marcin Chyła - 2012-11-19

Na stronie zamieszczam fragment filmu poświęcony życiu i twórczości Bronisława Chyły. Film został udostępniony dzięki życzliwości Muzeum Miedzi w Legnicy. Proszę wybaczyć słabą jakość materiału ale chciałem zachować w oryginale wypowiedź artysty. Trwają prace nad kolejnymi fragmentami filmu.

Marek Czarnołęski - 2011-02-21

Jestem niezwykle szczęśliwy, iż mogłem odkryć dla siebie wielką sztukę koloru Bronisława Chyły. Jestem przekonany, że twórczość tego autentycznego artysty, można zaliczyć do największych osiągnięć estetycznych współczesnej sztuki polskiej i europejskiej. Dzieła twórcy są świadectwem klasyki, jak i poszukiwań bardzo indywidualnych. Twórczość Bronisława Chyły zasługuje na powszechną popularyzację. Trzeba zrobić wszystko, aby funkcjonowała w zasięgu oddziaływania sztuki już od lat uznanej i znanej.

Zygmunt Trześniowski - 2008-11-20

Często odwiedzam stronę Profesora Bronisława Chyły w nadziei, że odezwą się inni jego studenci, np. jedna z ulubionych studentek Profesora, bardzo utalentowana, którą z uwagi na urodę profesor nazywał 'Chińską Porcelaną'. Minęły lata i oto jestem w wieku wspomnień... A te związane z Profesorem - jakże pełne uroku! Kiedyś malowaliśmy portret koleżanki. Wszystko 'wyszło' mi jak należy, ale... nie mogłem sobie poradzić z jej uśmiechem. Męczyłem się i męczyłem... Profesor podszedł, wziął mój pędzel i dwoma pociągnięciami, ba - uderzeniami, czerwonej farby, namalował jej usta. Było w tym takie mistrzostwo, że zbaraniałem. Profesor powiedział: 'A teraz maluj!'. Malowałem, ale bardzo uważałem, by przypadkiem nie naruszyć tego, co zostało uczynione ręką Profesora. Przy ocenie prac Profesor dobrotliwie powiedział: 'Toć ja mu tylko naszkicowałem usta, a on bał się dalej malować'. I tak - w rzeczy samej - było.

Bronisław Chyła bardzo lubił słodycze. Nieraz zdarzało się tak, że kiedy dobrze malowaliśmy i Profesor był z nas zadowolony, szedł do klubu studenckiego o nazwie 'Kleks', który mieścił się na terenie Zamku, przy bramie wejściowej, kupował dużą bombonierkę i częstował wszystkich. Jedna z koleżanek była wówczas w ciąży. Zgodnie z życzeniem Profesora - musiała zawsze poczęstować się dwiema czekoladkami. Profesor mawiał przekornie: 'Ty musisz jeść za dwóch'.

Po ukończeniu SN-u brakowało mi kontaktów z profesorem. Jak tylko mogłem, wsiadałem w pociąg i jechałem z Wrocławia do Legnicy. Kiedyś przyjechałem w godzinach przedpołudniowych, poszedłem na Zamek i spotkałem profesora. Był w swoim służbowym pokoiku. Malował. Już podczas studiów spotkał mnie ten przywilej, że mogłem - po zajęciach - siedzieć z profesorem, gdy pracował, i słuchać tego, co o swoim malarstwie mówił. Po przywitaniu, zrobieniu kawy i zapaleniu legendarnego dziś 'sporta', profesor zaczął dalej malować. Nagle spostrzegłem, że na podłodze walają się fantastyczne szkice portretowe, wykonane olejnymi pastelami, po których Profesor chodził. Podniosłem jeden z nich. Był to szkic do portretu Ireny - koleżanki, która studiowała o rok wyżej ode mnie. Nieśmiało zapytałem, czy Profesor mógłby mi ten szkic podarować. Zgodził się! Zamaszyście podpisał. Ów szkic jest jednym z najcenniejszych moich skarbów. Widnieje na mim rok 1974.

Zygmunt Trześniowski
artysta malarz
wiceprezes Stowarzyszenia Pastelistów Polskich

Zygmunt Trześniowski - 2008-06-19

Mój Boże!!! Profesor Bronisław Chyła !!!

Do tych chwil trzecich i nielicznych - jak pisał znakomity poeta Janusz Żernicki - należy każda, jaką mogłem spędzić z Profesorem. Zaczęło się bardzo zwyczajnie. Po maturze nie dostałem się na wymarzoną polonistykę i uciekając przed wojskiem - podjąłem naukę w legnickim SN-ie.

Rysowałem od zawsze, choć nie wiązałem z tym swojej przyszłości. Profesor rozbudził we mnie pasję tworzenia. Jego temperament artystyczny i przefantastyczny urok osobisty - zniewalały. Po ukończeniu SN-u zamieszkałem we Wrocławiu. Odwiedzałem Profesora w jego domu, ciesząc się przyjaźnią zarówno samego Profesora, jak i jego wspaniałej żony. Wiem, (opowiadała mi o tym Tereska Włodarczyk) że kiedy kupiłem obraz Bronisława Chyły, był bardzo szczęśliwy, iż to właśnie jego były student obraz nabył. Pamiętam smak soku malinowego, który żona profesora dawała w prezencie dla mojego syna, żeby się nie przeziębiał, ale ja też go popijałem. Pamiętam, jak profesor, niemal przy każdej wizycie wciskał mi do rąk olbrzymią tubę bieli tytanowej ze słowami 'niech mi pan robi konkurencję'; i jak mruczał przekornie pod nosem, kiedy prosiłem by pokazał co aktualnie maluje, 'panie...toć ja nie umiem malować...'. Pamiętam jaki był zabawnie nieszczęśliwy, kiedy żona Profesora posprzątała jego pracownię i jak musiałem rozstrzygnąć, czy małym pędzlem, którym żona Profesora pomalowała emalią olejną trudno dostępne miejsca w oknach, można jeszcze malować obrazy, czy już nie. Siliłem się na jakiś mądry sąd salomonowy, ale profesor był nieprzejednany i upierał się przy swoim: pędzel został zniszczony.

Pamiętam Profesora jak był już bardzo chory, tak chory, że nie miał sił ani przywitać się ze mną, ani rozmawiać. Pamiętam, jak zobaczyłem potem Profesora w telewizji, w jakiejś migawce z wystawy i krzyczałem do swojej żony, która również znała Profesora: Chyła wyzdrowiał! Chyła wyzdrowiał!

I...pamiętam, jak za jakiś czas przyszła kartka od żony profesora i informacją, że zmarł... Pamiętam wszystko...bo za wielkie szczęście poczytuję sobie to, iż na swojej drodze życia spotkałem Profesora Bronisława Chyłę. Powtarzam też często słowa Profesora: 'Panie, magistrów jest jak psów, a ilu magistrów potrafi narysować psa'.

Zygmunt Trześniowski
artysta malarz

Marcin Chyła - 2008-03-05

Księga gości już działa! Zapraszam do pozostawiania wspomnień, komentarzy, a także ocen dotyczących wykonania witryny.


Copyright: Marcin Chyła 2008 - 2017 Kontakt | Linki | O stronie | Księga gości